Jak żyć w czasie epidemii?
Fragmenty wywiadu z Magdaleną Fudała-Janc, psychiatrą
Jako ludzie przeżywamy czas żałoby nad światem, który znaliśmy. Ten świat już nie wróci. W mojej ocenie czas, który nadejdzie, będzie inny, wolniejszy, spokojniejszy, lepszy. Żałoba ma to do siebie, że trzeba ją przeżyć, przejść poszczególne jej etapy.
Pierwszy z nich to niedowierzanie – i ten etap mamy chyba już za sobą. Drugim etapem jest złość, rozdrażnienie, pretensje do świata za zaistniałą sytuację. Kolejnym etapem będzie lęk, potem epizod depresji, by w końcu nadszedł czas, by zaakceptować i odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Dobrze mieć świadomość i wiedzę, jakie etapy są przed nami. Pozwoli to trochę zrozumieć i może zracjonalizować, co się z nami dzieje.
To czego, ja się obawiam, to nie samego koronawirusa, co paniki, która może wybuchnąć. Dlatego tak ważne jest by zachować spokój. …
Najważniejsze, żeby sprawa koronawirusa nie stała się myślą natrętną, niepozwalającą zająć się czymś innym…
Dla człowieka XXI wieku siedzenie w domu przez trzy tygodnie, to już jest męka. W porównaniu z naszymi przodkami jesteśmy pokoleniem „przebodźcowanym”: wzrokowo, słuchowo, dotykowo, smakowo i węchowo. Nie znosimy nudy. W wolnym czasie potrafiliśmy pobudzać nasz ośrodek nagrody ciągłymi bodźcami, a to „wyjściem do kina”, „pójściem do restauracji”. Ciągle coś musiało się dziać. A teraz nic – nuda. Porządki zrobione, książki przeczytane, zdjęcia posegregowane i nadal mamy czas. Jak żyć – chciałoby się zapytać…
Jednak jestem o nas spokojna – jako gatunek ludzki nie byliśmy przystosowani do takiego pędu życia, zmian jakie sobie zafundowaliśmy w XXI wieku. Dla naszych przodków – to co się zmieniało, to głównie pory roku, tempo życia było zdecydowanie wolniejsze. Nasz materiał genetyczny zna to. Za chwilę się zaadoptujemy i nie jestem pewna, czy po tym wszystkim będziemy chcieli wrócić do tempa, w którym żyliśmy wcześniej…
Jak wytrzymać tu i teraz? Na przykład pacjenci sami mi opowiadają, jak sobie radzą. Ważne jest, by narzucić sobie pewną dyscyplinę i plan dnia. Daleka jestem od tego, by ustawiać sobie jakieś wysokie poprzeczki – chodzi o wejście w rytm. Mieć poczucie decyzyjności i sprawczości. Plan dnia i dyscyplina – to chyba najważniejsze…
Mam poczucie, patrząc na ostatnie 300 lat, że jesteśmy szczególnie uodpornieni na ekstremalne sytuacje. Nasza kreatywność, pomysłowość, wrażliwość i empatia spowodują, że damy sobie radę. Proszę zobaczyć w jak krótkim czasie potrafiliśmy się zorganizować, jak działamy, pomagamy seniorom, najsłabszym. Oprócz tego, że jestem psychiatrą, jestem również instruktorką harcerską – działam w Pogotowiu Harcerek, przed pracą rozwożę zupę seniorom. Pacjenci opowiadają mi jak skrzykują się w mediach społecznościowych – dzielą się pomocą. Podobno umawiają się już po kwarantannie na grilla. Wolontariat i drobna pomoc dają nam poczucie tej sprawczości. Czujemy się lepiej, że jesteśmy komuś potrzebni. Z całego serca zachęcałabym do tej aktywności. Na tyle ile możemy dać, podzielić się sobą. Musimy to przetrwać. Zdajemy teraz kolejny raz egzamin z naszego człowieczeństwa, dojrzewamy – i dobrze. Znowu zaczynamy zauważać innego człowieka. To jest bardzo optymistyczne i zdrowe. Myślę, że po tym wszystkim, jak już okrzepniemy – psychiatria nie będzie już tak potrzebna, jak to było w erze przed koronawirusem.
—————————————————————

