Archiwa

Linki

( Z  "Naszego Dziennika" )

W polu dobra i zła

Skamieniała lawa i żywe serce Narodu


Dzień odzyskania niepodległości to dzień poważny: przypomina także o słabości moralnej naszych przodków, za którą zapłaciliśmy utratą niepodległości. Dzisiaj dla wielu jest to dzień gorzki, bo uświadamia nam, jak wiele dobra zmarnowaliśmy od 1989 roku, kiedy to stanęła przed nami szansa decydowania o tym, co w naszym państwie i z naszym państwem się dzieje. Zamiast skorzystać z możliwości samostanowienia, intensywnie i z uporem podkarmiamy media i polityków, którzy nie ukrywają, że wykonują zlecenia tych, którzy chcieliby na naszym kraju zrobić interes. Na własne zatem oczy widzieliśmy odpowiedzialnych za nasze wspólne życie, klękających pod drzwiami rozmaitych zagranicznych "fundacji", wyjątkowo życzliwych dla procederu zabijania poczętych dzieci. Mieliśmy nawet premiera, który z nieobecności w Sejmie przed narodowym zgromadzeniem tłumaczył się kolizją z "ważniejszym" obowiązkiem stawienia się przed Fundacją Sorosa. Z czego też mamy się radować w Święto Niepodległości, kiedy to musi nam wrócić bolesne wspomnienie PiS-owskich polityków, którzy w biały dzień przekonywali nas – wyjątkowo zdziwieni, że nie jest to sprawa dla wszystkich jasna – iż zgwałconym dziewczynkom ustawowo należy się od państwa pomoc w zabiciu własnego dziecka. Ciągle też musimy słuchać ich syreniego głosu w nieoczekiwanych miejscach! Pewnie ich znów wybierzemy, skoro tak pięknie mówią…
Uwłaszczyliśmy też wszechwładne dzisiaj antypolskie media i już niedługo zabraknie tych smucących się w Święto Niepodległości. Za to już wszyscy będą się radować z rozdania majątku narodowego, swobody zabijania poczętych dzieci i podniosłych homilii o kosmicznym zwycięstwie dobra nad złem, poza naszym konkretnym tu i teraz. Żeby samemu nie pozostać na płaszczyźnie tych jakoby "pobożnych" ogólników, jeden konkret z ostatnich dni, dobrze ilustrujący naszą samobójczą politykę.
Oto parę tygodni temu "Gazeta Wyborcza" zareklamowała w jednym z artykułów sklep handlujący bez żadnych przeszkód środkami odurzającymi. Chociaż artykuł na pierwszy rzut oka krytycznie odnosił się do tej działalności, to największe marzenia handlarzy o nagłośnieniu ich oferty zostały spełnione. Ktokolwiek o takiej możliwości nie wiedział, to za pośrednictwem "Gazety" się dowiedział – i to w najdrobniejszych szczegółach, włącznie z adresem internetowym. Nie minęło kilkanaście dni i w całej Polsce wyrosły takie sklepy, a na jeden z nich natknąłem się na podobno najbardziej eleganckiej ulicy Lublina. Wokół tłum podekscytowanych młodocianych klientów: oto wreszcie mogą "odlecieć" wprost z dłoni lubelskich władz miasta, chronieni przed tłumem "moherowych beretów" – któż inny zareaguje? – kordonem policji, jeśli będzie trzeba. Ważne, że legalne, a czy dobre, czy złe to już naszych władz, pedagogów, rodziców i innych "zainteresowanych" nie interesuje. Młodzież widzi zatem, jak można "wykiwać" świat dorosłych słownymi sztuczkami.
Czy jest zatem z czego się radować, widząc Ojczyznę w tak opłakanym stanie? Może jednak te obrazki to tylko skamieniała i martwa lawa, a pod nią jest bijące żywe serce? Łatwo je usłyszeć i codziennie rośnie nasze zdumienie nad jego żywotnością. Tyle wylanego na nie błota, prób zabetonowania, pomówień, uderzeń brutalną pięścią, a co dnia słyszymy spokojną poranną homilię (niedawno o naukowcach, którzy już prac naukowych nie czytają, tylko je liczą), Godzinki, porady z zakonnego refektarza, "Muzykę mistrzów", "Rozmowy niedokończone". Słychać, że jeszcze żyjemy!



Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/platne/serwer340147/public_html/archiwum.parafiabranszczyk.pl/wp-content/plugins/stat24analytics/stat24_scripts.php on line 37